środa, 24 kwietnia 2013

Jesteśmy w Limie

Po ponad 20h podróży jesteśmy w Limie. Jestem chyba zbyt zmęczony, żeby poczuć klimat Peru. Póki co duży plus dla dziewczyn z hotelu za miłą i pomocną obsługę. Poza tym kolacja killer. Tak pysznej i ogromnej porcji już dawno nie jadłem :-) Udało mi się wcisnąć wszystko i czuję się jak po dwóch kolacjach wigilijnych. Za chwilę ruszamy po bilety na jutrzejszy autobus do Huaraz.

Mniaaam :)


No i jeszcze parę słów o samym przylocie. Po wyjściu z lotniska obskoczyła nas grupa taksówkarzy oferujących przewóz.. oczywiście do turystycznej dzielnicy Miraflores. Jako, że mieliśmy już zarezerwowany hotel w pobliżu lotniska (na mapie w linii prostej było na prawdę blisko) stwierdziliśmy, że się przejdziemy. No i po wyjściu za bramę lotniska mały zonk. Przed nami jest kilku pasmowa, bardzo ruchliwa ulica. Nie ma żadnego przejścia, świateł czy skrzyżowania. No to chyba jednak trzeba wziąć taksówkę. Znajdujemy, a właściwie to nas znajduje taksówkarz posiadający wielkie auto, które spokojnie zmieści 5 osób z wielkimi plecakami. Na prawdę wielkie auto, van, ogromny bagażnik - zapewnia nas uprzejmie nasz kierowca. Tuptamy powoli przez parking i następuje sytuacja jak ze standardowej komedii. Rzeczywiście stoi duży van, ale my wsiadamy do starej, wysłużonej corolli kombi. Tzn nie od razu wsiadamy, bo przez chwilę zastanawiamy się jak się tam zmieścić. Ostatecznie Oktawia, z częścią bagaży, jedzie na przednim fotelu. A my we czwórkę z tyłu.

Kierowca zapewnia nas, że zna adres. Zatrzymujemy się pod jakimś hotelem. Porównujmy zdjęcie hotelu z widokiem rzeczywistym na zasadzie "znajdź jeden pasujący szczegół", ale niestety to nie jest ten hotel. Kierowca już coś załatwia z obsługą. Wchodzimy z Irką do środka i tłumaczymy, że to nie to. Obsługa słysząc, że coś po hiszpańsku mówimy, i pewnie też rozumiemy ;), zaczyna jednak tłumaczyć, że rzeczywiście to jest inny hotel. Ot taka mała pomyłka.

Ruszamy dalej. Mam wrażenie jakbyśmy jeździli kilka razy wkoło po tych samych uliczkach i w końcu, chyba przypadkiem, trafiamy pod właściwy hotel. Płacimy umówioną kwotę kierowcy. Na jego sugestię "no tip?" odpowiadamy nie. W takiej sytuacji wstydziłbym się zapytać o napiwek.

Zdecydowanie nie jest to dzielnica turystyczna. Okolica wygląda biednie. Chyba wszystkie domy mają kraty w oknach na parterze. Niektóre sklepy są całkowicie zakratowane. Sprzedawca podaje towar przez kraty. Wejście do naszego hotelu przypomina bramę do jakiejś twierdzy. Za to w środku dość miłe zaskoczenie. Jest czysto, cicho i wygodnie.

Ulica na której znajduje się nasz hotel

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz